Dzisiaj przedstawię Wam ponurą część wczorajszej wyprawy,
która opowiada o tragedii jaką przeżyła mała miejscowość Kanchanaburii w czasie
II Wojny Światowej. Na miejsce dotarliśmy około godziny 11.00, więc podróż
trwała niecałe cztery godziny i przebiegła bez żadnych niespodzianek.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Cmentarza Wojennego, na którym spoczywa około 7.000
ciał alianckich żołnierzy, którzy zostali pozbawieni życia podczas budowy Kolei
Śmierci. Spoczywają tu głównie żołnierze z Wielkiej Brytanii, Australii i
Holandii. Cały teren jest pokryty prostymi kamiennymi płytami, które ułożone są
w równych rzędach i są wmurowane na idealnie przystrzyżonym trawniku. Obok
każdej z płyt rośnie jakaś piękna roślina lub drzewko bonsai, co ma
symbolizować wieczną pamięć o poległych żołnierzach. Każdego dnia na tym
cmentarzu pracuje grupka wynajętych ogrodników, którzy dbają aby wszystko było
idealnie, bo przecież każda zdobiona złotymi literami tablica symbolizuje tutaj
dramat tysięcy ludzkich istnień. Kanchanaburii należy do takiego rodzaju miejsc
historycznych, gdzie czasami ciężko jest sobie wyobrazić trud i mękę tych
ludzi, ale warto poznawać historię takich miejsc, aby nie popełniać podobnych
błędów w przyszłości.
 |
| Cmentarz Wojenny w Kanchanaburii. |
 |
| Spoczywa tutaj około 7.000 ciał jeńców alianckich. |
Po krótkim opowiedzeniu historii tego miejsca i dość szybkim
zwiedzeniu pojechaliśmy do JEATH Muzeum II Wojny Światowej oraz zobaczyć
legendarny most na rzece Kwai, który tak szczerze mówiąc już widziałem na żywo.
Po jakiś 15 minutach jazdy busem byliśmy na miejscu, w muzeum był zakaz fotografowania i kręcenia
kamerą, który tym razem uszanowałem ze względu na historię. Podczas trwania II
Wojny Światowej, gdy krew niewinnych ludzi była przelewana na całym świecie, to
w Kanchanaburii miały miejsce najtragiczniejsze jej skutki w całej Azji
Południowo - Wschodniej, gdzie trwała wojna pomiędzy Japonią a wojskami
alianckimi. Mała niepozorna miejscowość Kanchanaburii leżąca jakieś 350 km od
Bangkoku stała się sceną najbardziej krwawych wydarzeń z tego okresu. Nazwa
JEATH wywodzi się od pierwszych liter nazw Państw, których ludność została
zmuszona do udziału w budowie tej kolei (Japonia, England, Australia, Tajlandia
oraz Holandia). Całość zbiorów muzealnych znajduje się w jednej dużej
bambusowej chacie, gdzie przedstawiono na zdjęciach wszystkie etapy budowy
mostu a także przebiegu wojny.
Następnie mieliśmy udać się busem na most na rzece Kwai,
jednak wycieczka była dość niemrawa, więc zaproponowałem abyśmy popłynęli tam
małą, długą łodzią która stała akurat przy pomoście. Wszyscy się zgodzili na
ten pomysł i każdy wyłożył po 200 THB na trzydziestu minutową przejażdżkę
łodzią. Przewodnik wraz z kierowca pojechali busem w okolice mostu i czekali na
nas przy nabrzeżu. Musze przyznać że był to genialny pomysł, gdyż w oddali na
tle rzeki było widać góry oraz dżunglę. Momentami łódź płynęła z taką
prędkością, że wpadała w ślizg i wszyscy ładnie i harmonijnie podskakiwali,
czasami trzeba się było trzymać aby nie
wypaść. Ale i tak udało mi się zrobić kilka ciekawych zdjęć.
 |
| Wiatr we włosach rozczapierza czupryny. |
 |
| Piękne widoki na góry i dżunglę. |
Gdy staliśmy już nogami na twardej ziemi to poszliśmy szybko
na most, aby Peter z Australii mógł przejechać się koleją śmierci, na którą
wykupił sobie wycieczkę. Praktycznie każdy z nas miał w swoim planie inne
atrakcje oprócz kilku wspólnych. Tutaj padło moje pytanie do przewodnika czy
istnieje możliwość abyśmy wszyscy razem pojechali koleją, a na most byśmy
wrócili w drodze powrotnej. Nie było sprzeciwu u nikogo, więc wydając kolejne
200 THB wsiedliśmy do pociągu i pojechaliśmy Koleją Śmierci. Budowa tej kolei
była niezwykle trudna, gdyż trzeba było wybudować ogromnych rozmiarów most
łączący brzegi rzeki, a także położyć tory przez odcinek dżungli i wyrzeźbić w
twardych skałach tunel. W tej chwili kolej czynna jest zaledwie na odcinku 77
km, który wiedzie ze stacji w Kanchanaburi do Nam Tok, gdzie w tej chwili
znajduje się miejscowość turystyczna, gdzie pod koniec trasy można zjeść lunch
i kupić pamiątki. Do najbardziej spektakularnych odcinków tej trasy należy
oczywiście znany z ekranizacji filmowych most na rzece Kwai a także wspomniane
przed chwilą tunele zwane Piekielnym Przejazdem. Ogólnie w całej tej budowie
chodziło o to, żeby stworzyć linię
zaopatrzenia dla wojsk japońskich, które stacjonowały w tym czasie w Birmie.
Cała trasa ma długość 400 km i do jej budowy wykorzystano wszystkich alianckich
jeńców wojennych oraz Tajską ludność, gdzie w czasie budowy z powodu
nieludzkiego wycieńczenia organizmów zginęło właśnie tyle tysięcy ludzi. Oto
prawdziwa twarz Japonii w czasie trwania II Wojny Światowej. Oprócz krwawej
historii emocje wzbudza również fakt obserwacji niesamowitych widoków z okien
pociagu, gdzie przejeżdża się przez gęstą dżunglę lub jedzie się wąskim
wiaduktem prowadzonym nad dolina rzeki. W czasie podróży każdy z pasażerów
zostaje poczęstowany butelką zimnej wody, a także ma możliwość zakupu kilku
pamiątek z tego miejsca. Podczas podróży chodzi również facet z aparatem, który
fotografuje wszystkich po kolei, aby na koniec sprzedać turystom oryginalny zalaminowany
bilet wraz ze zdjęciem, upamiętniający przejazd Koleją Śmierci za jedyne 100
THB.
 |
| Przejażdżka Koleją Śmierci. |
 |
| Przepiękne widoki przesiąknięte krwią na kartach historii. |
Po odbyciu dwugodzinnej podróży i zrobieniu kilku fajnych
zdjęć dojechaliśmy w końcu do stacji Nam Tok, gdzie zjedliśmy wyśmienity lunch.
Po napełnieniu żołądków mieliśmy godzinę wolnego czasu i wszyscy rozpłynęli się
w tutejszych straganach. Oczywiście pół pociągu było Japończyków obwieszonych
niezliczoną ilością aparatów a drugie pół podchmielonych Rosjan. Dobrze, że
było tam Polaków, bo by nie było czego zbierać po pociągu jakby spiknęli sie
braćmi z bliskiego wschodu.
 |
| Pyszny posiłek na stacji Nam Tok. |
Następnie ja z Peterem udaliśmy się do Świątyni Tygrysów, o
której było głośno wczoraj, a Ann i Sue pojechały przejechać się na słoniach.
Po tych atrakcjach wróciliśmy jeszcze na chwilę na most na rzece Kwai aby
porobić kilka zdjęć i usłyszeć parę słów od przewodnika. Jak się zapewne
domyślacie metalowy most, który tutaj dzisiaj stoi jest jedynie repliką, która
została wybudowana w miejscu prawdziwego drewnianego mostu, który został
zbombardowany w czasie nalotu na Kanchanaburii. Z oryginału pozostały jedynie
drewniane filary, które są niedostępne dla zwiedzających. Aby uczcić pamięć
tamtych wydarzeń, co roku na przełomie listopada i grudnia odbywa się w tym miejscu
festyn, w czasie którego odbywa się niesamowite widowisko świetlne oraz dźwięki
muzyki imitujące odgłosy nalotu bombowego.
 |
| Most na rzece Kwai. |
 |
| Widok z mostu. |
Podróż powrotna była znacznie dłuższa z faktu, że Bangkok
jest najbardziej zakorkowanym miastem świata, więc jego przejechanie z jednego
końca na drugi zajęła ponad dwie godziny. W normalnych warunkach i tak nie ma
szans, aby zejść poniżej godziny, bo miasto jest przeogromne.
 |
| To tyle z
krótkiej lekcji historii. | | |
Z wiatrem we włosach i palmą na głowie.
OdpowiedzUsuńAle pewnie było przyjemnie chłodno.